Bacon

Krzyk. Cierpienie. Opresja. Zło. Nie będzie o całej wystawie i innych malarzach, tylko o nim i to znacznie mniej niż bym chciała. „All too Human” w londyńskiej Tate Britain w marcu 2018 r. Tak przeczuwałam, że idę na spotkanie właśnie z nim. Pierwotnie może chodziło bardziej o Freuda, ale to Bacon go przebił.

Kontrast. Ekspresyjne obrazy, w których gwałtowność pędzla rozkrawa postacie na fragmenty. Pierwszy, który mnie zamurował to „Studium do portretu II (na podstawie maski pośmiertnej Williama Blake’a)”. Gęsta i nieprzenikniona czerń ujęta w eleganckie proste złote ramy. Na niej, przesunięta w prawo, maska. Nibytwarz, jak zdjęta z głowy skóra, jest absolutną rezygnacją. Przykuwa. Trzeba do niej wracać. Kontrast estetycznej oprawy, która jest jak pozór życia. Treść jest dramatem. W tym obrazie spokój emanuje grozą. Głowa nie krzyczy, jak wiele  na obrazach Bacona. Jest śmiercią.

Francis Bacon urodził się w Dublinie w 1909 roku. Jego dzieciństwo przypadło na czasy pierwszej wojny światowej. Cierpiał na częste ataki astmy, z powodu których rzadko mógł chodzić do szkoły. Już w wieku 16 lat został wyrzucony z domu przez ojca, który nakrył go na przymierzaniu bielizny matki. Ta trauma silnego ojca, dawnego wojskowego, którego syn chciał podziwiać, a który stał się dla niego opresją, składa się na nieźle pokiereszowaną osobowość artysty. A artystą postanowił zostać, po zobaczeniu rysunków Picassa w 1927 r. Był samoukiem i najpierw pracował jako dekorator wnętrz i projektant mebli. Uznał, że już został artystą, kiedy namalował tryptyk „Trzy studia postaci na podstawie tematu Ukrzyżowania” (1943-44). Można by nań patrzeć w kategoriach czysto plastycznych, analizować kompozycję i kolor, ale tu się tak nie da.

Francis Bacon – Trzy studia postaci na podstawie tematu Ukrzyżowania

Francis Bacon nie lubił krytyków i ich interpretacji. Sam obnosił twarz jak maskę, nie okazując żadnych emocji. W obrazach jednak wywalał z siebie to, czego powiedzieć nie chciał. Za dużo tego było. Rodzący się faszyzm, który osiągnął apogeum podczas II wojny światowej, zagłada Żydów, bomba atomowa, katastroficzny nastrój zimnej wojny. Odrzucenie przez ojca, który był męskim wzorcem, własny homoseksualizm, skłonność do hazardu i pewnie jeszcze wiele skrajnych doznań. Opresja zła wokół, rodziła potrzebę ekspresji. Z fascynacją zbierał zdjęcia nazistów. Wrzeszczącego Hitlera i Goebbelsa. Fascynowała go też Guernica Picassa. Filmy Siergieja Eisensteina z jego „Pancernikiem Potiomkinem”. Kolekcjonował zdjęcia ust rozdartych krzykiem. Wyszukiwał je nawet w książkach medycznych o chorobach jamy ustnej. Wszystko po to, by obrazy przejmująco krzyczały całym bólem świata. Tym złem, które sam człowiek uwalnia.  

Wrzeszczący Goebels
Mathis Grunewald

Analizując jego dzieło erekcyjne, wspomniany tryptyk, można więcej rozumieć, gdy spojrzy się na Mękę Chrystusa Matthiasa Grunewalda. Postać na środkowym skrzydle ma podobnie zamotaną tkaninę na czymś, co ma być głową, jak Chrystus zniewolony, bity i wyszydzany. Lewy panel jest wzorowany na mrocznych ilustracjach do książki o spirytyzmie. Postać wykręcona paroksyzmem wizji. Prawy panel wyobraża odbicie wojny, cierpienie ofiary połączonej w jedno z dziką bestią warczącą z obnażonymi kłami, jak ryczący nazistowski oprawca Goebbels.

Ten krzyk i ta rozpacz nie pozostawiają nadziei na odkupienie. Ukrzyżowanie Bacon wpisuje w rzeźnię. Motyw pojawia się na kilku obrazach. Utożsamiany jest z rozpiętą półtuszą. W końcu malarz podnosi rękę przeciw ojcu. Porywa się na papieża. Wyrocznię. Przez ponad dwadzieścia lat wnika w dzieło Velazqueza  Portret Innocentego X (nigdy nie widział oryginału), w którym Velazquez pokazał więcej niż papież życzył sobie wyjawić. Patrzący z mistrzowsko psychologicznego portretu zdaje się przygważdżać widza wzrokiem. Dlaczego aż tak poruszył Bacona? Co w nim wyzwolił?

Francis Bacon – Ukrzyżowanie

U Velazqueza Innocenty X jest jak wulkan, który wzbiera i nie wiadomo kiedy wybuchnie. U Bacona erupcja jest w trakcie. Wiele razy podchodząc do tematu, Bacon nie był zadowolony z osiąganych efektów. Parę obrazów zniszczył. Papież Velazqueza patrzy jak ktoś przyzwyczajony do swej absolutnej władzy, spętany przy tym zależnościami mrocznych sekretów. Ukryta w nim siła niszczy jego samego. Atrybuty władzy – tron papieski – stają się klatką. Klatka rodzi bestię.

Papież Innocenty Velazqueza i Bacona

Czy artysta może pokazywać cierpienie innych, jeśli sam go nie czuje? Na pewno może podjąć taką próbę, ale jej efekt nie byłby przekonujący. Wracając po wielekroć do tematu, Bacon mierzy się ze swoimi lękami. Wyzwala je szukając katharsis. Nie znajduje.

Odpowiadała mu forma tryptyku, który działa jak multiplikacja form cierpienia. Bojąc się takiej ekspresji, jednocześnie odnajdywałam w tym estetyczne piękno. Wzmacnia je sposób oprawienia. Gładkie złote ramy, o których już wspomniałam, doskonale pasując do obrazów, nagle wciągają w głąb wnętrza dzieła. Odbijając się w szybie, stawałam się składową kompozycji, przeglądałam w sobie. Schodziłam do piekła własnych lęków. Ten paradoks elegancji w służbie grozy ludzkiej kondycji, ma ogromną siłę. „To jest absolutnie doskonałe unaocznienie zła” – powiedział Jerzy Nowosielski, niezwykle zainteresowany twórczością Bacona. I dalej „(…) Ukazują (obrazy) to, co można nazwać złem absolutnym. I to jest mistrzowsko zrealizowane. I dlatego jest takie groźne. To jest coś, co może napawać już tylko lękiem (…)”. Przeczytawszy to teraz, po uprzednim przeżyciu spotkania ze sztuką Bacona, utwierdziłam się tylko, że dokonałam właściwej interpretacji. Ta sztuka tak właśnie działa. I to jest WIELKOŚĆ Bacona, choć sprawił, że zło może być piękne.

Jest najchętniej kupowanym i najdrożej sprzedawanym artystą współczesnym…

Na wystawie w Tate Britain
Studium do portretu Luciena Freuda