Nie znałam wcześniej. Jego portret Irlandki przyciągnął mnie na wystawie F. W. Burtona – For the Love of Art – w Dublinie. I znowu teraz nie o głównym bohaterze wystawy, czyli Burtonie. Brown był starszym kolegą prerafaelitów. Udzielał lekcji samemu Rossettiemu. Ale nie wszedł do panteonu wybitnych, bo w swoich obrazach nudził z lekka i trącił dydaktyzmem. Natomiast jego „The Irish Girl”, portret z 1860 r., to coś całkiem innego. Bez koturnowego wygładzenia, nawet ciut impresjonistycznie, namalowana poważna dziewczyna, która z zastanowieniem patrzy gdzieś w bok. Spod czerwonej chusty, którą owinęła ramiona, wysuwa mocno trzymane polne kwiatki. Chabry jak nasze. I ta chusta jakby nasza. Coś jest takiego w tym obrazie, że natychmiast odżyły mi w głowie i zaczęły pchać się przed oczy, obrazy polskich malarzy z początku XX wieku. Symbolizm i Młoda Polska. Pastele Wyspiańskiego, jego portrety dzieci. Także, choć inaczej malowana, ale bliska w nastroju „Dziewczynka ze świecą” z 1907 r. Jadwigi Mehofferowej, czy „Dziewczyna w ludowym stroju” Wojciecha Weissa (1899 r.).
Ale treść obrazu to nie wszystko. Jego malarska materia bywa przeważająca i wtedy temat staje się drugorzędny. A nawet to, czy obraz przedstawia „coś”, czy jest abstrakcją. I właśnie ze względu na nasycenie barw, ich temperaturę i gęstość, wcale nie te portrety pasują mi do kompletu najbardziej, a raczej kwiaty Władysława Ślewińskiego i Józefa Mehoffera.
O „Makach” Ślewińskiego w 1907 r. Jan Kasprowicz napisał tak: „A Pańskie kwiaty: te maki, te anemony, te słoneczniki. To nie doskonałe fotografie rzeczy, które żyły, ale zgasły z chwilą, gdy się znalazły na kliszy, to wiecznie żyjące indywidualizmy, zadziwiające nie tylko techniką, ale przede wszystkim melancholijną muzyką Pańskiej duszy”. I jeszcze koniecznie „Cynie” Mehoffera z 1911 r. Artysta potraktował tu kwiaty jako główny temat, ale towarzyszy im z boku naga modelka. Aż gorąco od jarzącego się wewnętrznego światła.
Te obrazy i Irlandka Browna toną w nasyconych czerwieniach, różach, tonach karminu i cynobru. Modelunek ciała niebieskozielony z oranżowymi refleksami. Obecność chabrowych odcieni podkreśla głębię czerwieni. Stłumione światło buduje nastrój melancholii. Magnetyzuje.
I tak daleko zaprowadziła mnie Irlandka Brytyjczyka na dublińskiej wystawie.