Sztuka ludowa i dziecięca zawsze przyciągały mnie jak magnes. Nazwałam je wspólnym określeniem sztuka radości, aby odróżnić od nielubianego przeze mnie określenia – sztuka naiwna – i oddać to, co pociąga mnie w nich najbardziej. Prawie nie będzie nazwisk konkretnych twórców. Będzie mały nepotyzm. Obrazki mojej córki są dla mnie kwintesencją tego, co w twórczości dzieci przepiękne. Ach, jak chciałabym tak rysować!
Ażeby tak umieć, trzeba być pozbawionym całego bagażu dorosłości – konwenansów i naleciałości cywilizacji z odwiecznym wypada i nie wypada, lękiem przed czymś, co nieprofesjonalne. Niektórzy współcześni artyści, o klasycznym wykształceniu akademickim, całe swoje artystyczne życie poświęcili na odkrycie tajemnicy naturalnego gestu, trafiającego w punkt wyrażanej idei. Dzieci potrafią to osiągnąć spontanicznie. Pierwsze portrety rodziców – cudne głowonogi, wokół których biegnącą kreską opowiedziane są różne historie. A gdy dzieje się źle, dramat smutku wyraża kolor i drapieżny ślad kredki. Nie ma wewnętrznej cenzury. Symbol jest obrazem.
Sztuka ludowa ma w sobie tego dziecięcego ducha bezpretensjonalności. Kolorowe ptaszki rzeźbione i malowane. Cudowne kapliczki domowe i przydrożne. Chrystusy frasobliwe i postacie świętych. Koniki i malowane chałupy. Wycinanki i papierowe kwiaty. Przydrożne kapliczki wszystko to razem skupiają w sobie. W moim regionie – na Warmii – występują licznie, bo tu dominował katolicyzm, a na Mazurach już ich nie ma, bo religią wiodącą był tam protestantyzm. Kapliczki były symbolem wiary, oddania się Matce Bożej w opiekę, dziękczynieniem za to, co jest i wyrazem nadziei na przyszłość. Podobną rolę pełniły krzyże przydrożne.
Miało nie być nazwisk, ale na jednego rzeźbiarza koniecznie chcę zwrócić uwagę. To Paweł Bryliński, który przepięknie połączył formy kapliczki i krzyża, a żył i tworzył w XIX wiecznej Wielkopolsce. Ten rodzaj wyobraźni przypomina mi sztukę średniowieczną. Uważam, że bardzo do siebie im blisko. Malarze i rzeźbiarze nie znali jeszcze osiągnięć antyku. Był im niedostępny. Twórcy ludowi wprawdzie żyli w dużo późniejszych czasach, ale będąc samoukami i tworząc na wsi, nie mieli wzorców. Mało podróżowali lub wcale do dużych ośrodków miejskich. Tworzyli jak im w duszy gra i serce dyktuje. Obserwowali otoczenie wokół i spontanicznie odzwierciedlali.
Ta bezpośredniość sztuki dziecięcej, średniowiecznej i ludowej niesie w sobie radość swobodnego gestu, pełnego oddania tematowi i zanurzenia w twórczym zapale. Obrazy i rzeźby powstają, żeby wyrazić wprost, co w sercu gra. Twórcy ludowi upiększając otoczenie, podnoszą jego rangę. Bo nawet, jeśli jest biednie, to zawsze może być piękniej.